
To nie jest moja intencja. To jest Twoja reakcja.
Jak często słyszysz coś, co „uderza” w Ciebie tak mocno, że całe ciało zaczyna reagować? Słowo. Zdanie. Intonacja. Spojrzenie. I zanim się zorientujesz – w środku wszystko się napina. Złość. Smutek. Tłumaczenie się. Wycofanie albo atak.
Tymczasem... to nie zawsze jest o tym, co ktoś do Ciebie powiedział.
To często jest o tym, co to w Tobie dotknęło.
Przez lata słyszałam od wielu kobiet, z którymi miałam zaszczyt pracować:
„Moja mama mówiła do mnie w sposób, który bolał.”
„To, jak się do mnie odzywa, rani mnie do dziś.”
„Nie potrafię z nią rozmawiać – bo znowu czuję się mała, słaba, niewystarczająca.”
I choć z pozoru to były tylko słowa –
ich ciężar potrafił przeszyć całe ciało.
Ale kiedy zaglądałyśmy głębiej, okazywało się, że za tymi słowami często stała… troska. Lęk. Bezsilność.
Niepewność, którą kiedyś czuła ich mama – mała dziewczynka w niej, która sama nie została przytulona.
Która kiedyś została zawstydzona, porzucona, nieusłyszana.
I ta dziewczynka dziś przemawia przez matkę – z niepewności, z napięcia, z prób ochrony przed bólem.
To nie znaczy, że słowa przestają ranić.
Ale zmienia się perspektywa.
Bo zaczynamy rozumieć:
to, co mnie najbardziej zabolało, to nie to, co zostało powiedziane –
ale to, co się we mnie poruszyło.
To, co było już we mnie.
Co czekało, by wreszcie zostać zauważone, objęte, uzdrowione.
To nie jest o niej.
To jest o mnie.
I o Tobie.
I o tej delikatnej, nieopowiedzianej historii, którą nosisz –
i którą właśnie masz szansę przemienić.
W relacjach bardzo łatwo pomylić czyjąś wypowiedź z intencją zranienia.
Zwłaszcza jeśli sami nosimy w sobie cień.
Możesz usłyszeć:
– „Dlaczego to zrobiłaś tak późno?”
A w Twojej głowie już rozbrzmiewa:
– „Znowu zawiodłam. Jestem niewystarczająca.”
Możesz poczuć, że ktoś „dowala”.
Ale może ta osoba po prostu zadaje pytanie z troski, z niepokoju, z własnych schematów.
I nie chodzi teraz o to, by usprawiedliwiać wszystkich i wszystko. Ale by wziąć odpowiedzialność za to, co w nas zareagowało.
Bo tylko to mamy realną szansę uzdrowić.
Przeciwprzeniesienie w życiu codziennym
W terapii istnieje pojęcie przeciwprzeniesienia – to moment, w którym terapeuta zaczyna odczuwać emocje, które nie są „jego”, ale które są odpowiedzią na pole pacjenta. Emocje pacjenta rezonują z jego własnymi, uśpionymi warstwami.
W codziennych relacjach dzieje się to samo.
Reagujemy na ludzi nie tylko z poziomu tu i teraz, ale z poziomu przeszłości.
Z poziomu historii, które w nas żyją.
Jak pisał Carl Gustav Jung:
„To, co nie zostanie uświadomione, wraca jako przeznaczenie.”
Dlatego tak często nasze reakcje nie dotyczą sytuacji, ale dotykają wewnętrznych ran, które czekają, by je wreszcie zobaczyć i uzdrowić.
Jak to uzdrowić?
Można analizować. Rozmawiać. Tłumaczyć sobie. I to też ma swoją wartość.
Ale najskuteczniejszą drogą, jaką znam – jest praca z podświadomością.
Bo to tam zapisują się nasze automatyczne reakcje.
To tam tkwią te zdania, które kiedyś w nas utkwiły i dziś reagują lękiem, złością, wstydem.
Gdy zaczynamy oddychać świadomie,
Gdy pozwalamy ciału mówić,
Gdy puszczamy kontrolę umysłu –
wtedy przychodzi uzdrowienie.
Nie zawsze przez rozumienie.
Często przez łzy, przez obraz, przez poczucie ulgi.
Bo coś wreszcie się rozpuszcza.
Zatrzymaj się na chwilę. Pomyśl:
– Kiedy ostatnio ktoś coś powiedział, a Ty poczułeś/poczułaś, że to Cię boli?
– Co w Tobie zareagowało?
– Czy to na pewno była intencja tej osoby – czy może Twoja interpretacja?
Bo może…
To nie była jej/jego intencja.
To była Twoja reakcja.
Jeśli chcesz głębiej przyjrzeć się tym reakcjom –
z poziomu podświadomości, z poziomu oddechu, ciała i prawdy o sobie,
zapraszam Cię na bezpłatne spotkanie online,
podczas którego doświadczysz prowadzonej MEDYTACJI ODDECHOWEJ.
To przestrzeń, która uzdrawia –
delikatnie, ale skutecznie.