Karty, kamienie, znaki – kiedy pomagają, a kiedy przejmują stery?

Karty, kamienie, znaki – kiedy pomagają, a kiedy przejmują stery?

March 22, 20253 min read

Podczas kursów, które prowadzę, często spotykam osoby, które z ogromną uważnością przyglądają się synchronicznościom. Losowe karty, znalezione kamienie, amulety przekazywane z pokolenia na pokolenie – dla wielu z nas są one drogowskazem, punktem zatrzymania, symbolem wsparcia. I to jest w porządku. To część drogi. Bo każda rzecz, która w danym momencie do nas przemawia, przemawia nie przez swoją formę – ale przez znaczenie, które my jej nadajemy.

To może być kamień znaleziony na spacerze, który niespodziewanie grzeje dłoń jak opatrunek. Może to być karta, która pojawiła się „przypadkiem” – choć czujesz, że trafiła w sedno. Może to być naszyjnik po babci – noszony jak znak, że nie jesteś sama.

Każdy z tych przedmiotów niesie energię, która jest nasycona naszym znaczeniem, naszym uczuciem, naszym wspomnieniem. To one czasem pomagają nam przejść przez moment zwątpienia, uspokajają myśli, kierują uwagę do środka. Są przedłużeniem naszej intencji. Zewnętrznym wyrazem czegoś, co wewnętrznie już działa.

Ale są też momenty, gdy zaczynamy opierać swoją codzienność tylko na tym. Gdy nie podejmujemy decyzji bez sięgnięcia po kartę. Gdy nie ruszamy w drogę, bo amulet się zawieruszył. Gdy nie czujemy się bezpiecznie, bo zapomnieliśmy ulubionego kryształu. Wtedy zamiast prowadzenia – pojawia się zależność. Zamiast czucia – przywiązanie do formy. Zamiast wolności – subtelna kontrola. Lęk przykryty rytuałem.

Kiedy na warsztatach obserwuję ludzi, którzy przynoszą ze sobą całe sakiewki symbolicznych przedmiotów, zawsze zadaję pytanie: „Co to dla Ciebie znaczy?” I bardzo często odpowiedź prowadzi głęboko – do wspomnienia, do emocji, do potrzeby ochrony, której kiedyś zabrakło. Do fragmentu przeszłości, który nadal potrzebuje czułości. I wtedy wiemy, że ten przedmiot był czymś więcej – był próbą przypomnienia sobie, że jesteśmy zaopiekowani.

Joseph Campbell, twórca pojęcia „bohatera o tysiącu twarzy”, pisał:
„Symbole są oknami do wieczności. Ale jeśli skupisz się na oknie, zamiast przez nie patrzeć, zatrzymasz się na powierzchni.”

Carl Gustav Jung również opisywał archetypiczne znaczenie symboli. Wiedział, że wchodząc z nimi w relację, dotykamy nie tylko naszej wyobraźni, ale też głębokich, zbiorowych obrazów zapisanych w podświadomości. I właśnie dlatego warto pytać: czy to, co mnie prowadzi, naprawdę mnie wspiera? Czy daje mi poczucie mocy – czy raczej mnie osłabia, gdy tego zabraknie?

I czasami to pytanie prowadzi nas do jeszcze głębszej warstwy. Bo może nie chodzi już o przedmiot, ale o pamięć. O potrzebę zakotwiczenia się w czymś, co nie zawiedzie. A tym czymś – choć nie zawsze to wiemy – jesteśmy my sami.

Clarissa Pinkola Estés pisała:
„Zaufanie do własnej intuicji to powrót do głosu wewnętrznej matki. Ona nigdy nie krzyczy. Ona mówi do nas szeptem.”

Nie ma nic złego w tym, że korzystasz z kart. Że trzymasz kamień w dłoni, bo cię uspokaja. Że zapalasz świecę, kiedy czegoś potrzebujesz. To piękne, że mamy rytuały. Ale najważniejsze jest, by wiedzieć, że źródło jest w Tobie. Zawsze było.

Przedmioty mogą być drogą. Lustrem. Przypomnieniem. Ale nie powinny być fundamentem. Bo kiedy jesteś w kontakcie ze sobą – wszystko, co z zewnątrz, tylko potwierdza to, co i tak już wiesz.

Jeśli czujesz, że chcesz spotkać się z tym prowadzeniem – nie w formie, ale w odczuciu – zapraszam Cię na bezpłatne spotkanie online, podczas którego doświadczysz prowadzonej medytacji oddechowej. To w niej możesz naprawdę usłyszeć, co szepcze Twoje wnętrze.

Zapisy:
https://freeme.com.pl/spotkanieonline/?utm_source=fm

Bo czasem prawdziwy znak to to, że już nie potrzebujesz znaków.
Tylko siebie.

https://freeme.com.pl/

Małgorzata Leszczyńska

https://freeme.com.pl/

Instagram logo icon
Youtube logo icon
Back to Blog